Tempo 30: ważny element wojny z kierowcami

Istotnym elementem eko-lewicowej wojny z kierowcami są próby wprowadzania w naszych miastach stref ograniczenia prędkości do 30 km/h.

Ograniczenie to zwane jest przez swych autorów „tempo 30” zapewne po to by nie używać słów „ograniczenie”, „limit” itp.

To kolejna z plag jaką chcą nam ściągnąć na głowę ekolodzy. Po raz enty chcą oni zepsuć coś co działa – samochód – żeby zmusić nas do robienia czegoś innego. Dlaczego? Bo ekolog to człowiek mądry, który lepiej wie jak masz żyć debilu.

Jak zawsze pretekstem jest zwiększenie bezpieczeństwa dzieci, seniorów i niepełnosprawnych a rzeczywistym celem utrudnienie korzystania z samochodu.

Ponieważ spowolnienie o niemal połowę nalepszego środka transportu w mieście nie może przejść bez poważnego sprzeciwu, ograniczenie prędkości do 30km/h wprowadza się stopniowo.

Strategia jest taka sama jak w przypadku stref płatnego parkowania i czystego transportu – stopniowo strefy te obejmą całe miasta.

Na początku jednak ograniczenie wprowadza się na niewielkim obszarze, żeby uniknąć sprzeciwu i politycznych kosztów.

Ludziom tłumaczy się że chodzi tylko o ścisłe centrum. Potem strefy są stopniowo rozszerzane, docelowo obejmując całe miasta.

W 10 lat wrocławska strefa płatnego parkowania podwoiła swój obszar. Każda „strefa” to kroczek na drodze do objęcia danym ograniczeniem całego miasta.

Nie inaczej będzie ze strefą tempo 30 – za parę lat w miastach będzie to obowiązujący limit prędkości.

A skoro nie da się zaparkować za darmo i wjechać starszym autem a jak już wjedziesz to wleczesz się niemal jak rower 30km/h – no to rozsądny człowiek wie co ma zrobić, nie?

I co durny szaraczku, bolało? Sam zdecydowałeś że samochód nie ma sensu. Widzisz jak łatwo dojrzałeś do wzięcia udziału w walce o uratowanie planety? Witaj w kolektywie.

Tak to właśnie sobie sprytnie wymyślili nasi eko-lewicowi naprawiacze świata i twojego życia.

Co tempo 30 oznacza dla transportu w mieście?

Nietrudno się zorientować że będzie to katastrofa.

Ekolodzy są jakkolwiek optymistycznie nastawieni. Uważają oni, że jeżeli przebudujemy nasze miasta pod ruch rowerowy jak w Amsterdamie, wszystko będzie dobrze.

Wystarczy zwęzić ulice do minimum tak aby w razie problemu mógł przejechać ambulans lub straż pożarna. Pozostały ruch będzie się odbywał po ścieżkach rowerowych które zastąpią ulice.

Nie, ja tego szaleństwa nie wymyśliłem, oni naprawdę chcą przebudowy miast i całej reszty. I zrobią to, krok po kroku jeśli pozwolimy im podejmować kolejne decyzje, jeżeli w końcu nie zainteresujemy się wariatami którzy dzień po dniu próbują organizować nam życie.

Jak skończy się to preludium do holenderskiej sielanki nad wisłą?

A jak inaczej może się skończyć ograniczenie o niemal połowę prędkości aut? Skończy się wydłużeniem czasu przejazdu i jeszcze większymi korkami.

To kolejne bezproduktywnie zmarnowane godziny naszego życia które już i bez tego jest poświęcane na ołtarzu bóstwa klimatu.

Dostawy potrwają znacznie dłużej, zwiększą się więc floty aut dostawczych i ilość potrzebnych kierowców.

To z kolei wpłynie na wzrost kosztów dostaw który ekolodzy radośnie przerzucą na nas wszystkich.

Więcej aut to oczywiście więcej korków. Więcej korków i więcej aut to więcej emisji, ale ekologom to nie przeszkadza.

Ich rzeczywistym celem nie jest walka z emisjami, tylko z kierowcami.

Emisje to tylko pretekst by przeorganizować nasze życie i wprowadzać kolejne totalitarne zakazy, nakazy i ograniczenia.

Ekolewica ma twoje życie zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Niestety ich oferta jest gorsza nawet od ofety jaką dla szarego człowieka miała komuna:

Czy tempo 30 zwiększy bezpieczeństwo?

Uważam że tempo 30 zwiększy bezpieczeństwo wśród dość specyficznej kategorii ludzi, czyli wśród kompletnych idiotów.

Jeżeli wiesz jak działają przejścia dla pieszych i korzystasz z nich, to tempo 30 nic dla ciebie nie zmienia.

Jeżeli zaś tak jak kierowcy na drodze stosujesz zasadę ograniczonego zaufania wchodząc na przejście, to nawet przy istniejącym limicie 50km/h jesteś w mieście bezpieczny/bezpieczna.

Jeśli jednak lubisz wbiegać na jezdnię w dowolnym miejscu, bez patrzenia czy coś nie jedzie, to tempo 30 faktycznie ma szansę uratować ci życie.

Z pewnością też tempo 30 pomoże rodzicom którzy niespecjalnie troszczą się o swoje dzieci, właścicielom puszczonych samopas psów itp.

Tempo 30 zwiększy więc bezpieczeństwo wśród imbecyli, pozostając bez wpływu na bezpieczeństwo reszty z nas.

Pozostaje pytanie czy bezpieczeństwo tej dość specyficznej grupy ludzi powinno być priorytetem do tego stopnia, że wywrócimy do góry nogami już i tak problematyczny transport w miastach.

Prościej i uczciwiej byłoby próbować ich edukować lub pozwolić im ponosić konsekwencje własnej głupoty.

Kajdanki dla wszystkich, bo ktoś może być złodziejem

Kolejny argument za limitem 30km/h jest ukrócenie piractwa drogowego.

Autorzy pomysłu zakładają, że ktoś kto nie przestrzegał ograniczenia 50km/h zacznie przestrzegać 30km/h.

Jak będzie w praktyce?

Nietrudno zgadnąć – tempo 30 będzie miało zerowy wpływ na piratów. To przepisowi kierowcy poniosą konsekwencje tego idiotyzmu.

Przestrzeganie istniejącego limitu – 50km/h byłoby zupełnie wystarczające. Dodajmy do tego eliminację z dróg wariatów, Frogów i innych Stuhrów – i faktycznie udałoby się nam poprawić bezpieczeństwo na drogach.

Bo serio, wierzyć że Frog czy Majtczak przejmowaliby się jakimiś limitami prędkości to utopia. A to jest ten typ kierowców którzy zabijają ludzi na naszych drogach.

Tacy ludzie dalej będą jeździć tak jak jeżdżą, Froga nawet wyrok więzienia nie zniechęcił.

Nie o bezpieczeństwo tu chodzi, a o wtłoczenie nas w ideologiczne ramy wymyślone przez „ratujących planetę” kretynów których intelektualnie przerasta naprawienie roweru.

Tego samego, na który chcą nas wszystkich przesadzić w imię swych klimatycznych bredni.

Tempo 30 a rowery

Ograniczenie prędkości do 30km/h ma służyć zmniejszeniu różnicy prędkości między autem a rowerem.

Nie chodzi tu jedynie o „zachęcenie” do korzystania z roweru, ale i o zwiększenie komfortu rowerzystów którzy boją się bycia wyprzedzanymi przez auta.

Przy limicie 30km/h komfort psychiczny rowerzystów z pewnością byłby większy.

Dlatego też rowerowi aktywiści podsycają strach, licząc na poparcie swych pomysłów.

Dla większości z nas rower to sezonowa rozrywka, czasem sezonowy środek transportu. Jesienią i zimą rowerzyści znikają tak samo jak motocykliści.

Czy warto rozwalać transport w mieście by zwiększyć komfort psychiczny niewielkiej grupy jeżdżących sezonowo rowerami?

Ekolodzy są zgodni: jak najbardziej warto. A co ty uważasz mają kompletnie gdzieś – jak zawsze.

Bo dla ekologów ty nie jesteś osobą, partnerem, kimś z kim wypracowuje się kompromis i jakąś wspólną drogę.

Dla ekologów jesteś słupkiem na wykresie, statystyką, przeszkodą na drodze do celu. Jesteś tylko kolejnym biedakiem którego nie pytając o zdanie przeznaczyli do klimatycznej neutralizacji.

Żadnych ustępstw

Ustępstwa czy bierność wobec ekologów i aktywiszcz itp kończą się zawsze tak samo – coraz większymi i bardziej szalonymi żądaniami z ich strony.

Tempo 30 stanie się nieuchronnie tempem 20, potem 10km/h.

Na końcu tej zabawy jest całkowity zakaz ruchu aut w miastach. Brzmi absurdalnie?

A zakaz rejestracji aut spalinowych nie brzmiał absurdalnie? Dziś jest prawem. Będzie cię stać na nowego elektryka? Nie? No to masz swój zakaz posiadania auta – poprzez uczynienie go niedostępnym finansowo.

Z pozoru szaleńcze postulaty ekologów coraz częściej stają się rzeczywistością.

Tempo 30 to jedna z tych rzeczy, dlatego warto się sprzeciwić temu głupiemu i szkodliwemu pomysłowi.