Potrzebne są tablice rejestracyjne, OC i szkolenie rowerzystów

Uspokajam: chodzi mi tylko o tych rowerzystów, którzy chcą się poruszać po publicznych drogach. Jeżeli ktoś jeździ po ścieżkach rowerowych, lasach itp – nie uważam żeby potrzebował OC czy przeszkolenia.

Jedynie tablice rejestracyjne powinny dotyczyć wszystkich rowerzystów by zabezpieczyć możliwość ścigania nagminnych dziś wykroczeń rowerzystów wobec pieszych.

Nie możemy jako społeczeństwo tolerować nieustępowania pierwszeństwa pieszym przez żadnych kierujących pojazdami, włączywszy rowerzystów.

Na drogach zaś sprawa ma się inaczej. Tolerowanie na publicznych drogach nieprzeszkolonych, niemożliwych do zidentyfikowania i nieubezpieczonych kierujących pojazdami – choćby i rowerami – to szaleństwo.

Problem nieznających czy łamiących prawo rowerzystów nie jest obecnie zbyt wielki bo dotyczy w zsadzie tylko kilku ciepłych miesięcy w roku.

Rowerzyści znikają mniej więcej równocześnie z motocyklistami, są zjawiskiem sezonowym.

Jednak nawet w ciągu tych paru miesięcy rowerzyści stanowią spore utrudnienie w ruchu i zagrożenie.

I nie chodzi mi tu o ich małą prędkość. Główne problemy z rowerzystami jakie obserwuję to:

  • ignorowanie sygnalizacji świetlnej
  • nie udzielanie pierwszeństwa pieszym
  • jazda po chodnikach
  • niemożliwość identyfikacji sprawcy stłuczki gdy jest nim rowerzysta
  • nietypowe i niespodziewane manewry wynikające z nieznajomości przepisów
  • nierówność praw i obowiązków na drodze w porównaniu z kierowcami
  • iluzja bycia pojazdem uprzywilejowanym
Jazda po chodniku, potrącenie dziecka i ucieczka z miejsca zdarzenia. Koszt mandatów, odszkodowania? Zero złotych. No bo jak znajdziemy tego pana? Brak tablic to pełna bezkarność.

Wprowadzenie obowiązkowych tablic rejestracyjnych, ubezpieczenia OC i przeszkolenia (np. karta rowerowa na wzór prawa jazdy AM) z pewnością w jakimś stopniu rozwiązałoby powyższe problemy.

Przyjrzyjmy się tym problemom nieco bliżej.

Ignorowanie sygnalizacji świetlnej

Myślę że każdy dorosły człowiek – kierowca czy nie – rozumie jak działa sygnalizacja świetlna.

Jeżeli ktoś się do niej nie stosuje, to robi to świadomie. W przypadku rowerzystów to niebezpieczne zachowanie jest spowodowane pewnością uniknięcia kary.

Takie zachowanie zwykle skończy się szkodą dla rowerzysty, ale nie można jednak zapominać o innych uczestnikach ruchu.

Uszkodzony przez wjeżdżającego na czerwonym rowerzystę samochód trzeba będzie naprawić. Tylko jak, jeśli (zakładając że przeżył) sprawca się zmyje, jest nie do zidentyfikowania albo nie jest ubezpieczony?

Dlaczego kierowca jest skazywany na konieczność dochodzenia zwrotu kosztów na drodze sądowej zamiast prostej i wygodnej procedury OC?

Moim zdaniem jeśli bierzesz udział w ruchu drogowym, to musisz mieć OC. Skuterowe OC kosztuje mnie ze 150zł rocznie, na rower będzie pewnie dużo tańsze.

Nieudzielanie pierwszeństwa pieszym

Jako pieszy jestem już przyzwyczajony że przekraczając drogę dla rowerów muszę być czujny. Zderzenie z pędzącym rowerzystą pewnie nie będzie śmiertelne, ale konsekwencje zdrowotne mogą być bardzo poważne.

Jeżdżę sporo rowerem i mogę powiedzieć że to jest reguła. Rowerzyści w zasadzie nigdy nie ustępują pieszym.

Piesi są zaskoczeni i zdezorientowani gdy ustępuję im pierwszeństwa jadąc na rowerze. Często zdarza mi się mówić do pieszego “ma pan/pani pierwszeństwo”.

Bycie wyprzedzanym przez innych rowerzystów podczas ustępowania pierwszeństwa pieszemu przed i na przejściu to coś zupełnie normalnego. Jest to jedno z najcięższych wykroczeń jakich może dopuścić się kierowca.

Widać że piesi nie spodziewają się że rowerzysta ustąpi im pierwszeństwa. Są przyzwyczajeni do czegoś całkiem odwrotnego.

To trochę dziwne, bo każdy rowerzysta jest też pieszym, przechodzi przez przejścia i może obserwować zachowania kierowców wobec pieszych.

Mógłby więc nauczyć się prawidłowego zachowania poprzez obserwację innych.

Być może część rowerzystów nie rozumie, że obowiązek ustępowania pierwszeństwa pieszym już przed wejściem pieszego na przejście dotyczy także rowerzysty (przepis mówi że ustąpić ma “kierujący pojazdem”, więc także rowerem).

Moim zdaniem w wielu przypadkach nieustępowanie pierwszeństwa pieszym jest celowe i świadome – tak jak ignorowanie sygnalizacji.

Rowerzyście który się już rozpędził nie chce się hamować po to, by zaraz znowu wkładać wysiłek w rozpędzenie się.

Jazda po chodniku

Chodnik zostawmy pieszym, pojazdy niech poruszają się po drogach. Nie ma żadnego powodu, by dorosły rowerzysta jeździł rowerem po chodniku.

Uczywiście nie mówię tu o parkowaniu roweru na chodniku. Podobnie jak samochód, rower trzeba gdzieś zaparkować.

Gardłujący o jeżdżących dostawczakami po chodnikach rowerowi aktywiści mają tu całkowitą rację. Chodnik to nie miejsce dla pojazdów – także rowerów.

Tak jak nie ma usprawiedliwienia dla jazdy autem po chodniku, nie ma też usprawiedliwienia dla takiej jazdy rowerem.

To że mamy towar do dostarczenia lub boimy się jeździć po jezdni to głupie wymówki.

Gdyby wprowadzić minimalne szkolenie rowerzystów (podobne do prawa jazdy AM) to element strachu przed jazdą po jezdni by zniknął.

Bo strach ten bierze się głównie z niewiedzy.

Niemożliwość identyfikacji sprawcy

Jeżeli jeżdżący nieprzepisowo rowerzysta spowoduje stłuczkę lub potrąci pieszego, to zwykle po prostu ucieka z miejsca zdarzenia.

W przypadku kierowców aut to rzadkość, dotyczy to jedynie pijanych lub mających konflikt z prawem.

Takim zachowaniom przeciwdziałają tablice rejestracyjne, pozwalające łatwo identyfikować sprawcę lub przynajmniej właściciela pojazdu.

Ucieczka jest nie tylko daremna, ale także powoduje dodatkowe problemy prawne bo jest karalna.

Ludzie mają kamerki w autach, szansa bycia nagranym jest bardzo wysoka, ucieczka nie ma sensu.

Taka stłuczka w której sprawca-rowerzysta uciekł z miejsca zdarzenia powoduje, że kierowca musi naprawić auto na własny koszt.

Jeżeli to kierowca jest sprawcą a rowerzysta ofiarą, to interesy prawne rowerzysty są w pełni zabezpieczone poprzez ubezpieczenie OC.

Nietypowe i niespodziewane manewry, nieczytelna jazda

Powszechne łamanie lub nieznajomość przepisów połączone z poczuciem bezkarności sprawia, że rowerzyści są całkowicie nieprzewidywalni.

A to właśnie przewidywalność sprawia, że ruch jest płynny. Wiedząc jak zachowają się inni uczestnicy ruchu, możemy poruszać się pewniej i płynniej.

Nieprzewidywalny uczestnik ruchu taki jak nieprzeszkolony rowerzysta powoduje więc zagrożenie, dezorganizuje ruch i potęguje korki.

Ktoś taki jest jak kierowca BMW skaczący z pasa na pas, łamiący przepisy i zmuszający pozostałych kierowców do ratunkowych manewrów.

Nas jako społeczeństwa nie stać na to, by tolerować nieprzeszkolonych uczestników ruchu, bo istnieją fizyczne granice rozbudowy infrastruktury.

Rowerzyści mają pełne prawo z tej infrastruktury korzystać na równych zasadach. Jednak muszą w tym celu spełnić także minimalne wymagania dotyczące umiejętności i wiedzy.

Mnimalne przeszkolenie tych rowerzystów, którzy chcą jeździć po publicznych drogach to konieczność.

Już dawno wycofaliśmy się z możliwości jazdy motorowerami bez uprawnień i mamy prawo jazdy AM. Czas zrobić to samo z rowerami – karta rowerowa podobna do prawa jazdy AM powinna stać się standardem i obowiązywać od 14-stego roku życia.

Konieczność brania poprawki na możliwe błędy nieprzeszkolonego rowerzysty jest uciążliwa dla wszystkich. Prowadzi do mniejszych prędkości przejazdu i większych korków.

Czyli po prostu dezorganizuje życie większości, by mniejszość mogła uprawiać swoje hobby.

Parę słów o kolarzach

Uprawiający kolarstwo są znani z tego, że nie tylko nie stosują się do przepisów, ale także nie używają specjalnie dla nich wybudowanych dróg rowerowych.

Kolarz jest przypadkiem szczególnym. To może niech kierowców rajdowych limity prędkości nie obowiązują? Źródło obrazka

Chcą oni jeździć tak, jak podczas zawodów kiedy ruch uliczny jest zamknięty i mają całą drogę dla siebie.

Ja rozumiem że ktoś ma sportowe pasje, ale to się nie może odbywać kosztem reszty społeczeństwa.

Publiczne drogi to nie Tour de France. Twoje hobby nie może dezorganizować reszcie życia.

Kolarze zachowują się tak jak się zachowują, bo mogą. Konsekwencji nie ma żadnych.

Gdyby mieli tablice rejestracyjne, zwykłe nagranie wystarczyłoby żeby przywołać ich do porządku mandatem – tak jak to się dzieje w przypadku piratów drogowych.

Dla rónowagi – głos rowerzysty tłumaczącego dlaczego nie jeżdżą po ścieżkach. Jak wszyscy łamiący przepisy, rowerzyści to po prostu szczególny przypadek. „Ja tu na chwilkę”, „jadę szybko ale bezpiecznie”, „inaczej się nie da”, „wszyscy tak jeżdżą”.

Nierówność praw i obowiązków na drodze w porównaniu z kierowcami aut

Zacznijmy od kasy

Ta nierówność zaczyna się przy kasie. Jakiej kasie? Ano tej przy której kierowcy wpłacają rocznie 70+ miliardów złotych w podatkach od paliw silnikowcyh, z czego około 50 miliardów zostaje przeznaczone na budowę i utrzymanie dróg.

Rowerowi i ekologiczni aktywiści twierdzą, że kierowcy nie płacą tyle, ile kosztuje budowa i utrzymanie dróg. Mają rację – płacimy więcej…

Nie liczę tutaj opłat za parkowanie, stref czystego transportu i innych dodatkowych haraczy.

Rzucę tylko że w samej Warszawie wpływy z opłat za parkowanie to 150 milionów złotych:

Kierowcy fundują więc nie tylko infrastrukturę drogową i kolejową, ale też i budowane kosztem kolejnych pasów ruchu drogi rowerowe oraz półdarmowe bilety komunikacji miejskiej.

Inaczej: jesteśmy sponsorami tego całego bajzlu. Może moglibyśmy w związku z tym zacząć wymagać?

No więc rowerzyści nie płacą za infrastrukturę, i to jest pierwsza z całego szeregu nierówności wobec reszty kierowców.

Nierówność wobec przepisów

Kierowców karze się coraz wyższymi mandatami, podczas gdy te same przewinienia uchodzą rowerzystom całkowicie na sucho.

Dlatego też jeżdżą oni na czerwonym i nie ustępują pieszym – bo mogą.

Za to samo kierowca może stracić prawko, o 1500zł mandatu i 15-stu punktach nie wspominając.

A skoro o punktach mowa – czemu jedni uczestnicy ruchu, kierowcy, motocykliści, motorowerzyści zbierają punkty – a inni, np. rowerzyści nie?

Czy to nie jest ta sama sytuacja, jak ta w której kiedyś za jazdę po pijanemu na rowerze zabierano prawo jazdy na samochód? Czy to nie jest tak, że różnie karzemy za te same czyny?

Przejazd na czerwonym: rowerzysta dostaje nic, kierowca 15 punktów i 1500zł. Uczciwe?

Ucieczka z miejsca zdarzenia drogowego jest dla rowerzystów całkowicie bezkarna – więc to robią kiedy tylko mogą, zostawiając kierowcę z rachunkiem za wyrządzone przez siebie szkody.


Te prawne nierówności muszą zostać zlikwidowane jeśli mamy być partnerami na drodze.

Nierówność wymagań

Od kierowcy wymaga się nie tylko zdania egzaminu na prawo jazdy. Wymaga się od niego także dostosowywania się do ciągłych zmian w przepisach.

Nikogo nie interesuje jak kierowca pokona swoje wieloletnie nawyki, zmienia się przepis i masz się dostosować.

Od rowerzysty natomiast nie wymaga się ani znajomości przepisów, ani ich stosowania, ani bycia na bieżąco ze zmianami w prawie drogowym.

Uważam że każdy kto porusza się po publicznej drodze pojazdem, powinien mieć te same obowiązki dotyczące znajomości zasad poruszania się.

Żadnych wyjątków, żadnych świętych krów.

Iluzja bycia pojazdem uprzywilejowanym

Ratujący naszym kosztem planetę aktywiści rowerowi wmówili rowerzystom że mają oni na drogach specjalne przywileje.

Że jako ratujący planetę superbohaterowie mają oni supermoce – a jedną z nich jest permanentne pierwszeństwo.

Nieznający przepisów (bo nieprzeszkoleni) rowerzyści wierzą w te brednie i sieją na drogach chaos.

Narażają przy tym głównie samych siebie, bo jazda w poczuciu że rower ma zawsze pierwszeństwo (paradoksalnie – nawet wobec innego roweru) to recepta na wypadek.

Obowiązkowe szkolenie pozwoli rozwiać te mity i poznać te sytuacje w ruchu drogowym, w których rowerzysta faktycznie ma pierszeństwo.

Ekologiczność rowerów to tylko teoria

Gdybyśmy dziś zabronili spalinowych samochodów osobowych w całej Unii Europejskiej i przesiedli się gremialnie na rowery, to oszczędzimy 1% światowych emisji CO2.

Przy okazji najprawdopodobniej całkowicie rozwalilibyśmy gospodarkę, ale takie szczegóły nie są dla ekologów zbyt istotne.

Jadąc ulicą rowerzysta oszczędza emisje CO2 jednego samochodu, a powoduje wzmożone emisje tych, którzy za tym rowerzystą utknęli.

Dodajmy do tego dezorganizację ruchu i opóźnienia powodowane przez rowerzystów oraz budowaną kosztem pasów ruchu rowerową infrastrukturę.

Dostajemy tu coraz większe korki i większe emisje niż gdyby ten rowerowy zbawca planety pojechał autem.

Tak to całe ratowanie planety wygląda kiedy popatrzymy nieco szerzej i weźmiemy pod uwagę nie tylko oszczędzone emisje, ale także dodatkowe emisje powodowane przez obecność rowerów na drogach.

Ekolog na rowerze jest jak przyklejający się do asfaltu aktywista-półgłówek. Nawet gdyby przez całe życie jadł tylko tofu, nie odrobi zanieczyszczeń spowodowanych blokadą drogi którą spowodował, objazdami które musieli zrobić kierowcy itp.

Zmarnowany czas to też koszt. Pieniądze wydane na infrastrukturę rowerową która używana jest głównie dla rekreacji i tylko przez 3 miesiące w roku to koszt.

Tu wtrącenie: rowerowi ekolodzy uważają, że utrudniając jazdę samochodem uda się zmusić więcej ludzi do jazdy rowerem także w zimie.

A koszty oznaczają zwykle także emisje – kolejny pominięty przez ekologów punkt.

Pominąwszy powyższe, emisje aut to kompletnie idiotyczny argument, bo one i tak znikną dzięki zakazowi rejestracji aut (oraz najprawdopodobniej motocykli) spalinowych.

Próbując rozwiązywać przy pomocy rowerów problem emisji aut osobowych wyważamy otwarte drzwi. Problem ten został już rozwiązany na poziomie prawnym.

Jadąc rowerem tylko na bardzo krótkich trasach możesz mieć lepszy czas niż samochód.

Chcesz się tak bawić? Super, tylko nie przeszkadzaj innym w dotarciu do pracy.

Kraje Europy Zachodniej co chwila mylą się katastrofalnie w bardzo poważnych kwestiach (polityka wobec rosji, energetyka jądrowa – mało?).

Bezkrytyczne kopiowanie ich przesiąkniętych ekologicznymi ideologiami rozwiązań to głupota. Jest ograniczona ilość tych zielonych idiotyzmów jakie jest w stanie wytrzymać gospodarka.

Zachowajmy rozsądek i nie wpędzajmy się w biedę żeby ktoś mógł się poczuć jak w Amsterdamie.

Ci którzy tak się poczuć muszą, niech tam wyjadą i zostawią resztę z nas w spokoju.

Dlaczego rowerzysta za nic nie odpowiada?

Rowerzysta na drodze ma status świętej krowy albo dziecka specjalnej troski. Trochę jak taki pijany pieszy biegający po jezdni.

To kierowcy mają reagować i ratować sytuację.

Nie odpowiada za bycie widocznym (kamizelka hi-vis nigogo by nie zabiła). Nie odpowiada za bezpieczeństwo bierne – jazda bez kasku. Nie odpowiada za własne przeszkolenie, bo może jeździć nie mając pojęcia o przepisach.

Nie odpowiada za wyrządzone przez swoją nieprzepisową jazdę szkody bo nie ma OC.

Efektywnie bezpieczeństwo rowerzysty stało się odpowiedzialnością kierowców. Zyskali oni ten sam status co piesi, tylko że poruszają się po jezdni, a nie po chodniku. Dlaczego?

Ja chcę przejechać spokojnie z A do B, nie jestem niczyją niańką i nie zamierzam na publicznej drodze odpowiadać za czyjąś głupotę lub brak wiedzy.

Ja chcę być partnerem dla innych uczestników ruchu, a nie ich opiekunem.

Dochodzimy tu więc do jakiegoś minimalnego szkolenia jakie powinno być wymagane wjeżdżając na publiczną drogę.

Ruch uliczny komplikuje się. To naprawdę nie jest miejsce dla kogoś, kto nie zna podstawowych zasad jego funkcjonowania.

Po lesie czy drodze rowerowej jeździj sobie do woli. Ale jak wjeżdżasz na jezdnię, bądźmy na tym samym poziomie.

Uprzywilejowana pozycja rowerzystów nie ma żadnego sensu

Dzisiejsza niezwykle uprzywilejowana pozycja rowerzystów (mówię tu o niewspółmiernych do korzyści nakładach państwa na to hobby) to głównie wynik owczego pędu władz które nie próbują nawet kwestionować klimatycznych ideologii z zagranicy.

Utarło się że rower to ekologia, więc trzeba go promować kosztem innych uczestników ruchu.

Tymczasem rower to pojazd sezonowy, mający głównie wartość rekreacyjną. Używanie go do codziennego trasportu cały rok jest możliwe na podobnej zasadzie jak bieganie czy jazda na rolkach.

Ja rozumiem że jak ktoś ma jakąś pasję, to mu się wydaje że wszyscy tak powinni robić. Jak jestem biegaczem, to nie jadę autobusem tylko sobie biegnę.

Jak jestem ekologiem – to uważam że wszyscy powinni jeździć na rowerach i wpieprzać wegańskie papki, bo tak robią w Holandii.

Jednak podporządkowywanie całego społeczeństwa pod czyjeś hobby to jest kompletny idiotyzm.

Płacący podatki ludzie muszą dotrzeć do pracy a ich dzieci do szkoły. Na rowerze może to zrobić niewielki procent z nas – może około 3%.

Reszta, włączając w to urzędników władz samorządowe na niewygody całorocznej jazdy na rowerze nie ma ochoty.

Turboekologiczny warszawski ratusz nie pali się do jazdy na rowerze…

Powtórzmy to: dla olbrzymiej większości z nas rowery to nie ekologia, nie środek transportu tylko sezonowa rekreacja.

Nie ustawiajmy naszego transportu pod rowery, bo nasze społeczeństwo kompletnie tego nie chce. To są postulaty skrajnej mniejszości ekologów które niekwestionowane przeciekają do mainstreamu i szkodzą naszej wygodzie.

Traktujmy rowery zgodnie z tym, czym są – jak pojazdy rekreacyjne z opcją bycia transportem w miesiącach letnich.

Gdybyśmy promowali małe pojazdy które faktycznie dają możliwość sprawnego przemieszczania się – np. skutery i motocykle – to może miałoby to sens.

Tutaj zobacz moje porównanie rowera i skutera 125cc, pokazuje ono przepaść między tym co proponują ekolodzy (rowery) a tym co jest praktyczne (skutery, motocykle).

Ale dawanie priorytetu powolnym i niepraktycznym rowerom jest szaleństwem.

Jakie regulacje powinny być wprowadzone?

To jest dość proste. Regulacje powinny objąć tych rowerzystów, którzy chcą jeździć rowerem po publicznej drodze.

Zrównałyby one status wszystkich kierujących pojazdami na publicznych drogach.

Te regulacje to:

  • tablica rejestracyjna roweru
  • obowiązkowe ubezpieczenie OC
  • wiek minimalny 14 lat (jak na prawo jazdy AM)
  • karta rowerowa będąca ekwiwalentem prawa jazdy AM

Zmiany w kodeksie drogowym nie są potrzebne, bo przepisy już obejmują rowerzystów. Zmieniłaby się więc tylko kwestia egzekwowania prawa – rowerzyści zaczęliby ponosić odpowiedzialność jak każdy inny kierujący pojazdem.

System punktów karnych powinien być rozszerzony na rowerzystów i to by było na tyle.

Te same prawa, te same obowiązki, ten sam poziom przeszkolenia i żadnej bezkarności dla łamiących przepisy bez względu na pojazd jakim się poruszają.

Powyższe to nie tylko elementarna uczciwość, ale i dobra podstawa byśmy na drodze stawali się partnerami, a nie rywalami.